Moja definicja sztuki
Share
Ukułem sobie nową, skomplikowaną i wielopunktową definicję sztuki. No dobra zmodyfikowałem tę, która na własne potrzeby, się posługuję.
Od zawsze moim numer jeden była intencjonalność. Jeżeli chciałeś stworzyć dzieło sztuki musiałeś zakładać, że właśnie takowe tworzysz. Przykład: zegarek Omega jest uznawany za dzieło sztuki zegarmistrzowskiej. Dla mnie to tylko zegarek. Piękny przedmiot. Jednakoż mogę go uznać za dzieło sztuki, gdyby artysta budował go (składał?) Od razu jako pracę artystyczną. Założenie i intencję muszą być jasne.
Czy to oznacza, że wystarczy, żebym nazwał swoje wypociny dziełem i automatycznie nimi się stają. Cóż, jakkolwiek to brzmi, tak. Będzie to pewnie sztuka słaba, banalna, urągająca dobremu smakowi, bez znaczenia, irytująca i nie warta splunięcia, wciąż jednak sztuka.
Dlatego mam drugie kryterium czyli jakość. Subiektywne jak wszystko co niepoliczalne. Dla mnie jakość to zgodność z podstawowymi regułami. Kompozycja może być zaskakująca ale musi mieć sens. Kolorystyka, oświetlenie, proporcje, anatomia - świadome. Nic nie boli jak obraz z założenia realistyczny, pełen błędów związanych z brakiem wiedzy o realistycznym świecie.
Założenie trzecie - sztuka musi się bronić sama. Bez opisu, bez specjalnie przygotowanego miejsca, bez kontekstu. Malowidła z jaskini…są z jakiegoś powodu świetne nawet na ekranie współczesnego laptopa, ikona wyciągnięta z cerkwi jest piękna nawet we współczesnym wnętrzu, (nazwisko malarza) nawet na półce w hipermarkecie zwróciłby na siebie uwagę, Rothko na przystanku autobusowym? Ciekawe…
Wiem, że są idee, które pozwalają nazywać sztuką tylko co ważne i mądre instytucje nazwą sztuką, co grono kuratorów łaskawie obdarzy swoją uwagą, co wreszcie rynek kolekcjonerski wyceni wystarczająco wysoko. Cóż od czasów Van Gogha naprawdę niewiele się nauczyliśmy.
Sztuka jest ulotna tak samo jak nasze jej postrzeganie. Stosunek do niej zmienia się z wiekiem, doświadczeniem i ilością odwiedzonych wystaw. Czy jednak sztuka, którą porzuciliśmy przestaje nią być?
Jeżeli siadasz do malowania bo chcesz stworzyć coś co nazwiesz dziełem sztuki, jesteś w połowie drogi. Kiedy skończysz i dumnie pokażesz światu swoją pracę, nikt nie może zabronić nazywać tego sztuką. Niesety, nikt nie zabroni również innym nazywać tego słabym, banalnym, urągającym dobremu smakowi…
Odwagi!